W labradorach zakochałam się podczas mojego pobytu w Stanach Zjednoczonych, pomimo, że znałam tę rasę w Polsce, dopiero tam mogłam podziwiać te psy z bliskiej odległości i często zaczepiałam na ulicy właścicieli labradorów i wypytywałam o bliższe szczegóły dotyczące tej rasy.
Zafascynowana wyglądem i charakterem tych psów postanowiłam, że po powrocie do Polski w moim domu pojawi się labrador.

Przed zakupem psa starałam się odnaleźć jak najwięcej informacji o tej rasie: w internecie, w książkach ( tu polecam pozycję "Labradory i inne retrievery" Beaty Radomskiej) a także rozmawiając z hodowcami i właścicielami.
Po kilku miesiącach poszukiwań w naszym domu pojawiła się Aszti, pojechaliśmy po nią w upalny lipcowy dzień 2004 roku do bydgoskiej hodowli Błękitny Skarb. Aszti spodobała mi się od razu, była wesołym, pełnym temperamentu i pewnym siebie szczeniakiem. Pamiętam jak szczęśliwa byłam wioząc ją na kolanach w pociągu do domu. Pierwsze dni spędzaliśmy tylko z nią, robiąc jej mnóstwo zdjęć i przypatrując się jej podczas zabaw i snu. Każda jej nowa umiejętność była przez nas przyjmowana z tak wielką radością i dumą. Dzięki temu, że cały swój czas poświęcaliśmy tylko jej szybciutko nauczyła się czystości. Pokochaliśmy ją z całego serca, pozwoliliśmy jej nawet spać na naszym łóżku .
Pomimo tego, że "rozpuszczaliśmy" ją w wieku 3 miesięcy zapisaliśmy się do psiego przedszkola i zajęliśmy się szkoleniem jej.

Po 3 miesięcznych wizytach w przedszkolu (które były wspaniałym miejscem zarówno zabaw jak i nauki) zapisaliśmy Aszti na szkolenie, które ukończyła z celującym wynikiem pod kierownictwem międzynarodowej sędziny kynologicznej pani Agnieszki Kępki w ośrodku szkolenia psów Hauward w Gdańsku.

Aszti to labradorka, którą roznosi jeśli nie ma zajęcia więc każdą wolną chwilę spędzamy z nią na spacerach w lesie oliwskim, większość jej psich przyjaciół w bardzo szybkim czasie nie dorównywała jej sprawnością fizyczną , wówczas uświadomiliśmy sobie, że w naszym domu znajdzie się miejsce dla jeszcze jednego psa, który będzie kompanem zabaw dla Naszej suni.

Początkowo mój mąż kategorycznie odmawiał zakupu drugiego labradora, ale wiadomo,że szczęśliwy labrador to przynajmiej dwa labradory więc znalazłam prześliczną sunię w hodowli Kociokwik pod Poznaniem, gdy pokazałam mężowi jej zdjęcia powoli zaczął zmieniać zdanie ... a po kilku tygodniach Oska ( dokładnie od 8 marca 2005 roku) mieszkała już u Nas w domu. Zazdrosna Aszti szybko pokochała i zaakceptowała nowego członka rodziny. Naszym labradorkom poświęcamy cały wolny czas.

My z Naszej strony staramy się im zapewnić właściwy byt w naszym domu tzn. właściwe i zdrowe jedzenie, czas na długie spacery, właściwą opiekę weterynaryjną, ale także mnóstwo miłości, przede wszystkim mądrej miłości, która sprawia, że są szczęśliwe i zdrowe.
Dzięki naszym suniom poznaliśmy mnóstwo cudownych ludzi i z tego miejsca pozdrawiamy całą grupę labradoromaniaków z forum labradory.info

Decyzja o hodowli nie jest kaprysem, długo to rozpatrywaliśmy. Przed założeniem hodowli, dokładnie przeanalizowaliśmy większość za i przeciw. Nie traktujemy hodowania w kategoriach rozmnażania, ale wykształcania najlepszych z możliwych, zdrowych szczeniąt przede wszystkim zgodnych z obowiązującym wzorcem FCI.
Wyjazdy na wystawy, rozmowy z doświadczonymi hodowcami, weterynarzami, czytanie literatury oraz artykułów dotyczących rozrodu psów pozwoliły nam na wybór, naszym zdaniem właściwych ojców dla szczeniąt naszych suczek.
Zanim zdecydowaliśmy się na pokrycie naszych suczek po raz pierwszy prześwietliliśmy je w kierunku dysplazji, obydwie mają zdrowe stawy HDA i opisy wystawione przez dr n wet. J. Siembiedę z Wrocławia w rodowodach.

25 września 2006 roku Aszti urodziła po raz pierwszy w życiu szczenięta, tatą malców jest piękny pies Champion Polski -Deep Water imoprtowany z belgijsko - francuskiej hodowli Misty Dreams, dobę później na świat przyszły szczenięta Oski ze skojarzenia z psem importowanym ze Stanów Zjednoczinych - Championem Polski o imieniu Winnie the Pooh z renomowanej hodowli Ridge View.
Sunie czule i sumiennie opiekowały się szczeniętami, w szczególności Oska, która wykaząła się cierpliowścią i nie raz karmiła 16 szczeniąt. Okres odchowu tych miotów był dla mnie dość wyjątkowy gdyż sama byłam wówczas w ciąży i oczekiwaliśmy na Nasze dziecko, bardzo emocjonalnie podchodziłam do każdego z maluszków a w szczególności ich odjazdu do nowego domu. Wszystkie szcznięta znalazły odpowiedzialne domki, kochających właścicieli. Z nami pozostała Scarlett O' Hara sunia, która urodziła się jako siódma z miotu Aszti z czarnymi plamkami na biszkoptowym umaszczeniu. Początkowo miała trafić do mojej mamy, ale pozostała z nami.
Co jakiś czas spotykamy się podczas rodzinnych spacerków z dziećmi moich suń, otrzymuję sms,e maile oraz telefony od właścicieli psiaków.Niektórzy odwiedzają Nas także osobiście.Cieszy mnie to bardzo, w ten spsosób mogę w dalszym ciągu śledzić rozwój i losy naszych "dzieciaków".
W sierpniu 2007 roku po badaniach kontrolnych postanowiliśmy pokryć Aszti ponownie pięknym psem Championem Polski Amaretto z hodowli Sarracenia. Szczenięta urodziły się 12 X 2007 roku, jedna z dziewczynek pozostała z nami i nazwaliśmy ją Didi.
Laradory to moja pasja, którą zaraziłam męża i resztę rodziny, o labach potrafię rozmawiać godzinami i sprawia mi to ogromną radość. Moja córcia wychowujesię z psami, widać jak pozytywnie wpływa to na jej rozwój zarówno fizyczny jak i intelektualny.Mam nadzieję,że moja pasja będzie także jej. Aszti i Oska Scarlett i Didi to dla mnie nie tylko psy, ale członkinie rodziny, śpią w mieszkaniu, na naszych sofach i są pełnoprawnymi domownikami. Czasem zastanawiam się czy nie za bardzo je rozpuszczam, ale nauczyliśmy jednak nasze sunie szacunku do nas i to my jesteśmy przywódcami alfa w domu, dlatego nie mamy problemów z ich zachowaniem. Czas poświęcony na ich wychowanie i socjalizację procentuje dziś wzorowym ( no prawie wzorowym :-)) zachowaniem zarówno w domu, pracy oraz domach naszej rodziny i znajomych.
Jesteśmy prawdziwymi psiarzami, wyjazdy i wyjścia organizujemy tak by psy mogły również z nich skorzystać, każdy nowo nabywany mebel czy rzecz jest rozpatrywana pod względem trwałości i "przyczepności do nich sierści.
Nasze sunie bardzo kochamy i dziękujemy im za wierność, miłość i szczęście, którym nas obdarzyły. To one sprawiają, że nawet w najbardziej deszczowe, jesienne i zimne dni z chęcią spacerujemy po lesie z wielką frajdą.
Jestem wdzięczna mojemu meżowi za akceptację mojej pasji, za poranne spacery z psami oraz pomoc w hodowli. Kochanie dziękuję :-), za to, że z anielską cierpliwością podchodzisz do moich pomysłów.

Mam nadzieję, że ukończone przez mnie studia polonistyczne pomogą mi w przyszłości w napisaniu naprawdę dobrej książki o tej wspaniałej rasie, ale do tego nie jest potrzebna sama umiejętność poprawnego pisania, ale także wielkie kynologiczne doświadczenie, które ja wciąż zdobywam ...

Marta Orlikowska - Jurczak

 
 

(C) wszelkie prawa zastrzeżone